Mostów palenie


Im większy mam problem ze sobą, tym więcej robię, by do siebie zniechęcić. Bo wiem, że w problemach gasnę. Więc wolę odtrącić ludzi, niż zarażać swoim gaśnięciem. Może to odpowiedzialność. By nie truć innych trucizną, która toczy mnie, moją duszę.. A może to tylko strach. O innych. Nie, nie o siebie. Mnie nie ma.. Bo widzisz - ja się nie boje tego ostatecznego dzieła destrukcji, unicestwienia... Tylko czasem jeszcze go nie chcę.... Och, Skarbie... Każdego dnia po przebudzeniu toczę walkę z czymś w środku mnie, co sączy w serce złe słowa - że nie warto. Ja nie warta tego świata z jego całą niezwykłością. Nie warta Ciebie. Może dlatego wpieram, wmawiam Ci tę dziewczynę, albo kolejną.. By potwierdzić swoją niewartość. Zwracam Twoje myśli w ich kierunku, żeby podłożyć kolejny ogień. Tym razem pod most między nami. Żeby trucizna sączyła się tylko do mojego serca, na tym moim brzegu. I w tym powtarzalnym scenariuszu ucieczki w siebie nie przewidziałam tylko jednego - że mogę Cie pokochać tak bardzo, że  nic nie zadziała. A znaczenie ma tylko to, by być razem, do końca Naszego świata. Toczy się więc we mnie walka, na którą nie byłam gotowa. Nie mam na nią pomysłu. I nie mam siły. Potrzebuję Twoich ramion. Wczoraj, dziś, jutro... bo jestem straszliwie przygaszona. Zmęczona. Bo bardzo Cię kocham.
Najbardziej.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ile?

Prawo. I nieporządek.