Prawo. I nieporządek.
Płacz mnie rusza.
Prawo do niego.
I mozolna droga do odzyskania tego prawa.
Przez lata mojego małżeństwa zostałam wytresowana, żeby z płaczem ukrywać się najgłębiej.
By uniknąć wściekłych zarzutów, że to kiepski szantaż emocjonalny. By nie został wykorzystany przeciwko mnie, będąc przecież rozpoznawalną oznaką słabszej chwili. W sam raz na atak. By nie było szyderczego śmiechu, że jak na modelową łzawą idiotkę przystało - wzruszam się na "pstryk".
Łkałam nocami na podłodze w łazience w najgrubszy ręcznik, by BM nie słyszał. Albo godzinami w pustym domu, wieczorami, gdy wyjeżdżał w delegacje.
Chcę móc płakać nie po kątach. Chcę płakać, gdy jest mi smutno - a Tobie w tej samej chwili nie - i nie chcę zniecierpliwienia i irytacji, że to szantaż emocjonalny. Bo to tylko ujście ciężkich, nie zawsze złych emocji, które nie mogąc tak ujść zaburzają porządek wciągając w końcu w otchłań depresji. Chcę płakać i być tuloną bez pytań. Chcę wsparcia w takich chwilach, nie potępienia i złości. Chcę płakać i się tego nie wstydzić. Nie bać konsekwencji. Nie być podejrzewaną o manipulację łzami..
Chcę odczarować ten płacz, odzyskać prawo do niego. I już nigdy nie musieć go dławić. I nie zostawać z nim zawsze sama, bo zaczyna być wtedy jak mój wierny cień. Nieodłączny i rozrastający się złowrogo z każdą godziną. A ja kocham też się śmiać.
Nie jestem mazgaj. Tylko wrażliwiec.
I muszę mieć do tego prawo.
By zniknął w końcu cały nieporządek.
Prawo do niego.
I mozolna droga do odzyskania tego prawa.
Przez lata mojego małżeństwa zostałam wytresowana, żeby z płaczem ukrywać się najgłębiej.
By uniknąć wściekłych zarzutów, że to kiepski szantaż emocjonalny. By nie został wykorzystany przeciwko mnie, będąc przecież rozpoznawalną oznaką słabszej chwili. W sam raz na atak. By nie było szyderczego śmiechu, że jak na modelową łzawą idiotkę przystało - wzruszam się na "pstryk".
Łkałam nocami na podłodze w łazience w najgrubszy ręcznik, by BM nie słyszał. Albo godzinami w pustym domu, wieczorami, gdy wyjeżdżał w delegacje.
Chcę móc płakać nie po kątach. Chcę płakać, gdy jest mi smutno - a Tobie w tej samej chwili nie - i nie chcę zniecierpliwienia i irytacji, że to szantaż emocjonalny. Bo to tylko ujście ciężkich, nie zawsze złych emocji, które nie mogąc tak ujść zaburzają porządek wciągając w końcu w otchłań depresji. Chcę płakać i być tuloną bez pytań. Chcę wsparcia w takich chwilach, nie potępienia i złości. Chcę płakać i się tego nie wstydzić. Nie bać konsekwencji. Nie być podejrzewaną o manipulację łzami..
Chcę odczarować ten płacz, odzyskać prawo do niego. I już nigdy nie musieć go dławić. I nie zostawać z nim zawsze sama, bo zaczyna być wtedy jak mój wierny cień. Nieodłączny i rozrastający się złowrogo z każdą godziną. A ja kocham też się śmiać.
Nie jestem mazgaj. Tylko wrażliwiec.
I muszę mieć do tego prawo.
By zniknął w końcu cały nieporządek.
Komentarze
Prześlij komentarz